Siostra ŻYWIEC AGNIESZKA MALWINA, urodzona 10.06.1899 roku wstąpiła do zgromadzenia 16.06.1918 r. Obłóczyny nastąpiły 19.03.1919 r., ponowienie ślubów 11.04.1927 r. Siostra Malwina pochodziła z licznej rodziny średniozamożnych rolników. Była trzecim z kolei dzieckiem. Miała jeszcze trzy siostry i dwóch braci. Do Zgromadzenia Służebniczek wstąpiła po ukończeniu szkoły elementarnej i rocznego kursu szkoły rolniczej w Szynwałdzie. Od drugiego roku nowicjatu pracowała w kuchni: w Krościenku, potem w Krakowie ul. św. Tomasza i w Częstochowie w domu dziecka. Po pierwszej profesji zakonnej ze względu na zły stan zdrowia wyjechała do Zakopanego, potem w Dembowcu uczyła dziewczęta gotowania. Tam pojawiły się już wyraźne objawy gruźlicy. Kiedy stan choroby zaostrzył się, wróciła do domu macierzystego gdzie puźniej zmarła. Już jako 14 - letnia dziewczynka prowadziła życie umartwione. W soboty, prócz suchego chleba i wody nie przyjmowała innych pokarmów. Lubiła się dużo modlić. Przy tym była wesoła, koleżeńska. Jako zakonnica odznaczała się pobożnością, dobrocią i pracowitością. W zgromadzeniu służyła 9 lat, siostra zmarła 18.07.1927 roku w Starej Wsi mając 28 lat.

Siostra MĄCIOR ZOFIA FRYDOLINA, urodzona 01.08.1901 roku wstąpiła do zgromadzenia 20.02.1921 r. Pierwsze śluby złożyła 29.09.1923 r., śluby wieczyste złożyła 07.10.1932 r. Siostra Frydolina pochodziła z religijnej rodziny. Od dziecka pragnęła poświęcić się Bogu w zakonie i już w 15 roku życia prosiła o przyjęcie do Zgromadzenia Sióstr Służebniczek, lecz polecono jej jeszcze poczekać. Ostatecznie wstąpiła w wieku 20 lat, mając ukończoną szkołę ludową i roczną szkołę gospodarczą. W dwa lata później wstąpiła do Zgromadzenia jej siostra, a następnie jej dwie bratanki. Miała też rodzonego brata u Pallotynów. Na pierwszą placówkę po zakończeniu kanonicznego nowicjatu wyjechała do Grodziska (1922-1923) i tu latem pracowała przy dzieciach, a w zimie zajmowała się szyciem. Po złożeniu pierwszych ślubów zakonnych została wysłana na naukę do Przemyśla (1923), lecz po trzech miesiącach wyjechała do Rymanowa (1923-1924), gdzie szyła w pracowni i prowadziła kursy kroju i szycia. Szyć umiała, gdyż jeszcze przed wstąpieniem do Zgromadzenia korzystała w domu z takich kursów. Następny kurs kroju i szycia prowadziła przez 7 miesięcy w Rudzie k. Kochawiny (1924-1925), a stąd powróciła do Starej Wsi (1925-1926) na naukę języka angielskiego, gdyż miała wyjechać z pierwszą grupą sióstr na pracę misyjną do Afryki - Rodezji Płn. W międzyczasie była jeszcze przez trzy miesiące w Trzebini (1926) do pomocy w pracach domowych. Ponieważ wyjazd do Afryki nie następował, a więc została wysłana jeszcze do Chmielowa (1926-1927) do dzieci ochronkowych. przez miesiąc pomagała w pracy w Jastrząbce (1927), była też w Komarnie (1927) gdzie przez dwa miesiące uczyła się garncarstwa. Pod koniec 1927 roku przyjechała do Starej Wsi już na bezpośrednie przy gotowanie do wyjazdu. Nastąpił on 24 kwietnia 1928 roku. W tym dniu. wraz z trzema innymi siostrami, pożegnała dom macierzysty, wyjechała najpierw do Krakowa, a stąd dalej. Podróż odbywała statkiem. Do Afryki przybyła w czerwcu, a we wrześniu znalazła się w Chingombe, na pierwszej misyjnej placówce, gdzie zajmowała się szyciem i wszystkimi innymi pracami, jakich wymagała potrzeba chwili, oraz chodziła do wiosek, aby mówić ludziom o Bogu. Po rocznym tu pobycie przyjechała do Kasisi (1929-1938). Głównym zajęciem siostry na tej placówce było szycie dla księży i dla dzieci szkolnych, przebywających w internacie, a później prowadzenie kursów dla kobiet i dziewcząt. I tak już było zawsze, na każdej placówce. Szycie obejmowało naprawę rzeczy starych, zniszczonych, jak również szycie nowych do noszenia od zaraz i na sprzedaż, by w ten sposób zdobyć pieniądze na utrzymanie Misji, głównie dzieci, dziewcząt internistek, będących pod opieką sióstr. Miała też na opiece dzieci szkolne, więc po lekcjach często szła z nimi do pracy w ogrodzie. Często udzielała się w kuchni w przyrządzaniu posiłków oraz opiekowała się kościołem i bielizną kościelną. Każdy kontakt z tubylcami, zajęcia z dziećmi, trzeba na misjach zamieniać w katechezę, w naukę o Bogu. W 1938 roku powróciła do Chingombe. Podjęła dawne i zwykłe dla siebie zajęcia, była również przełożoną domu. Pełniła go tylko przez rok, bo została odwołana na nowo otwartą placówkę do Katondwe (1939-1943). Zlecono jej obowiązek wychowawczyni dzieci. W 1943 roku wyjechała na leczenie do Lusaki, a po kilkutygodniowej kuracji objęła szycie i wychowawstwo dzieci w Kasisi. Po roku powróciła do Katondwe (1944-1948), gdzie tym razem otrzymała nominację na przełożoną domu. Obowiązki przełożonej, łącznie z nauką szycia i z wyjazdami do wiosek, pełniła jeszcze raz w Chingombe (1948-1954) oraz w Karenda (1954-1957), w nowo otwartym domu nowicjackim, przez rok w Johannesburgu (1957-1958) w Unii Południowo Afrykańskiej, ponownie w Karenda (1959-1961) i w Ngungu-Bwacha (1961-1964). Przez 8 miesięcy w Chingombe (1958-1959 gdzie uczyła szycia w szkole, opiekowała się kościołem i wyjeżdżała do wiosek. W 1965 roku wyjechała raz jeszcze na leczenie do Johanncsburga, a po powrocie podjęła pracę w szkole i w domu w Bacha (1966-1968), i Mumbwa (1968-1971). W 1969 roku odwiedziła Polskę. Przebywała tu trzy miesiące, odwiedziła najbliższych, odnowiła się duchowo i uczestniczyła w II sesji kapituły specjalnej. W 1971 roku ponownie zachorowała na serce, leczyła się w szpitalu w Matero, a następnie jako chora skierowana została do Kasisi (1971-1972). Po leczeniu podjęła jeszcze pracę w kuchni w Mumbwa (1972-1973), a później w Kabwe (1973-1974), gdzie łatwiej było o opiekę lekarską. Choćby ostatkiem sił chciała jeszcze pomagać upracowanym siostrom misjonarkom. W końcu już nie dawała rady przezwyciężać słabości i jako osoba chora umieszczona została najpierw w Matero (1974-1975), a po kilku miesiącach w Kasisi (1975) i tu oddała piękną duszę Bogu - po 47 latach pięknej pracy misyjnej. Zmarła na skutek miażdżycy i zapalenia płuc. Siostra Frydolina była autentyczną służebniczką, pełną ducha ofiary i gorliwości misjonarką. Kochała nową "Ojczyznę z wyroku" i jej lud, swoich czarnych braci, i dla ich dobra, dla pomnożenia chwały Bożej w Afryce poświęciła i oddała całą siebie. W zgromadzeniu służyła 54 lata, siostra zmarła 04.11.1975 roku w Kasisi - Zambia mając 74 lata.

Siostra ŻYWIEC MARIA FAUSTYNA, urodzona 04.07.1894 roku wstąpiła do zgromadzenia 05.08.1921 r. Pierwsze śluby złożyła 08.06.1924 r., śluby wieczyste złożyła 12.01.1935 r. Faustyna ukończyła szkołę ludową. W Zgromadzeniu niemal przez wszystkie lata podejmowała pracę w kuchni. Na kilku placówkach pracowała także przy gospodarstwie. W drugim roku nowicjatu pomagała przy gospodarstwie w Korczynie (1923-1924), podobnie w Lubieniu Wielkim (1926-1927). Początkowo siostra prowadziła kuchnie raczej w dużych domach, gdzie konieczna była dobra organizacja i znajomość sztuki kulinarnej. I tak: prowadziła kuchnię w bursie w Krośnie (1924-1926), w zakładzie w Stryju (1927-1928), w Szczawnicy (1928-1926), w Strzeszycach (1930-1932). W Trzebini (1932-1933) pracowała w kuchni i przy gospodarstwie, w Chlewiskach (1933-1935) oprócz kuchni miała także zlecony obowiązek w mleczarni, w Tyliczu (1935-1936) zajmowała się kuchnią i gospodarstwem, w Jaworznie (1936-1939) przygotowywała posiłki w ochronce, w Kielcach (1939-1940) i w Mościskach (1940-1942) pracowała w kuchni i miała na opiece ogród. Od 1940 r. siostra otrzymywała dyspozycje raczej do mniejszych kuchni, gotowała przeważnie w domach sióstr w Róży (1942-1943), w Mokrzyszowie (1943-1945), w Wymysłowie (1946), gdzie pochorowała się i została wysłana na kurację i kilkumiesięczny wypoczynek do Starej Wsi. Gdy nabrała trochę sił, wróciła do swojego obowiązku i w dalszym ciągu przygotowywała posiłki siostrom: w Sokołowie (1946-1948), w Strykowie (1948-1952), w Leśnicy (1952-1964). Jako emerytka przebywała w Liskowie (1954-1957), w Muninie (1967-1960) i w Szynwałdzie (1960-1967). Choć nie miała już zleconego obowiązku na trzech ostatnich placówkach, to jednak chciała jeszcze być pożyteczna i w miarę swoich możliwości fizycznych pomagała siostrom w pracy, a najczęściej w kuchni. Bezpośrednią przyczyną zgonu była niewydolność krążenia. Siostra Faustyna zlecone jej obowiązki starała się wypełniać jak najlepiej. Była pracowita i lubiła się modlić, ale porywczy charakter często utrudniał jej kontakt i współżycie z siostrami. Zdawała sobie z tego sprawę i wkładała wiele wysiłku w urobienie swojego wnętrza. Tylko Bóg zna całą tajemnicę człowieka i tylko On znał najlepiej jej zwycięstwa i porażki życiowe. Ufała bezgranicznie w Jego wielkie miłosierdzie. W zgromadzeniu służyła 55 lat, siostra zmarła 10.09.1976 roku w Szynwałdzie mając 82 lata.

Siostra ZIĘBA MARIA FLORENTYNA, urodzona 21.01.1904 roku wstąpiła do zgromadzenia 18.09.1921 r. Obłóczyny nastąpiły 23.03.1922 r., śluby wieczyste złożyła 17.07.1933 r. Siostra Florentyna wstąpiła do Zgromadzenie w 17 roku życia, po ukończeniu szkoły powszechnej i gospodarczej. Ponieważ miała zdolności muzyczne, już w nowicjacie uczyła się muzyki kościelnej. Na pierwszej placówce w Kłodnie grała podczas nabożeństw i prowadziła ochronkę (1923-1924, 1926-1927). Pierwszą profesję zakonną złożyła 24 maja 1924 roku, po czym została przeniesiona do Zalipia, gdzie pełniła obowiązki organistki i prowadziła ochronkę (1924-1925). Następnie przez 3 miesiące grała w kościele w Łyścu, potem przez pół roku prowadziła ochronkę i grała w czasie nabożeństw w kaplicy w Kraków - Płaszów. Po przebyciu zapalenia płuc przez 3 miesiące pozostawała na rekonwalescencji w Szynwałdzie. Następnie wróciła do Łyśca i tam pracowała od 1927 roku do 1929 roku jako wychowawczyni dzieci w ochronce, prowadziła chór kościelny i pełniła obowiązki organistki. Od 1929 roku spędziła kilka miesięcy w charakterze wychowawczyni dzieci w sierocińcu w Łodzi przy ul. Marysińskiej, a następnie jako organistka pracowała przez kilka miesięcy w Zakopanem - Olczy. Tam też równocześnie prowadziła ochronkę. Przez kilka miesięcy brała lekcje gry na organach w Mikluszowicach, po czym grała w kaplicy w Prałkowcach i prowadziła zajęcia z dziećmi w wieku przedszkolnym (1930-1933). Od roku 1933 do 1951 z przerwami, pracowała w Mościcach (Tarnów Zachodni). W tym bowiem okresie przebywała przez kilka miesięcy w Zakopanem - Olczy, leczyła się i grała w kaplicy księży misjonarzy. Na placówce w Mościcach pełniła obowiązki organistki w miejscowym kościele, prowadziła grupę przedszkolaków, a w 1938 roku doszły jej obowiązki przełożonej domu. W ostatnim roku ujawniła się u niej choroba raka płuc. Zwolniona z obowiązków, wyjechała do Kalbuszowej, gdzie po kilku miesiącach zakończyła życie. Z usposobienia energiczna, nerwowa, umiała szybko reflektować się i wtedy okazywała się nadzwyczaj cierpliwa i pogodna. Odznaczała się poczuciem humoru. W życiu zakonnym umiała pokonywać trudności. Sam fakt, że nie miała odpowiedniego przygotowania z muzyki mógł kogoś innego wyprowadzić z równowagi, tymczasem podejmowała trudny obowiązek jedynie z posłuszeństwa zakonnego i wywiązywała się dobrze, ku zadowoleniu pracodawców. Wola Przełożonych była dla niej wolą samego Boga. Ona nie zastanawiała się nigdy nad tym, czy podoła pracy, szła chętnie tam, gdzie ją posyłano. Nie narzekała, gdy w zimie kościół był nieogrzewany i naczczo musiała w nim przebywać wiele godzin rannych, czasem do południa. Zawsze oddana sprawie Bożej. "Byle tylko Bóg był zadowolony" mawiała nieraz do sióstr. Dla Boga podejmowała najtrudniejsze obowiązki. Niekiedy podczas ostatniej ciężkiej choroby lekarz, czy pielęgniarka chcieli zastosować środki znieczulające ból, nie godziła się. Pragnęła bowiem umierać jak Chrystus - w cierpieniu. Nie bała się śmierci i wtedy mówiła do otaczających ją sióstr: "Lękam się tego, że nie lękam się śmierci, ale może to przyjdzie". Zdaje się, że do końca nie bała się, bo zachowywała nadzwyczajny spokój i pogodę. Ostatnie jej słowa po komunii św. były: "Kocham Cię, uwielbiam Cię". W zgromadzeniu służyła 31 lat, siostra zmarła w 1952 roku w Kolbuszowej mając 48 lat.

   
© ALLROUNDER