Zymulam

Ksiądz proboszcz Stefan
Zymuła
(powiększ fot.1)

Zymsiom

Ksiądz proboszcz ze swoją
siostrą ze zgromadzenia
Felicjanek (powiększ fot.2)

Ksiądz proboszcz Stefan Zymuła proboszcz w parafii od 1974 do 1985. Ksiądz Stefan Zymuła urodził się 7 sierpnia 1920 roku w Dulczówce parafia Pilzno, był synem Stanisława i Ewy Kubas. Rodzice posiadali małe dwu hektarowe gospodarstwo, ojciec był inwalidą II wojny światowej. Ojciec był bardzo pobożny, uczęszczał dodatkowo w każdą niedzielę na nieszpory do kościoła parafialnego. W rodzinie było sześcioro dzieci: najstarszy był Stefan, następnie Władysława zakonnica felicjanka, Zofia, Teresa, Elżbieta i Stanisław. Stefan już jako dziecko okazywał zainteresowanie kapłańskimi czynnościami, kiedy chodził do IV klasy ksiądz katecheta Walewski wezwał tatusia i powiedział mu, że zauważył u Stefka oznaki kapłańskiego powołania. Zaczął go uczyć łaciny. Po ukończeniu klasy VI Stefan zdał pięknie egzamin wstępny i został studentem I Gimnazjum imienia K. Brodzińskiego w Tarnowie, maturę zdał w roku 1938. Przed wybuchem II wojny światowej ukończył pierwszy rok studiów filozofii w Wyższym Seminarium Duchownym w Tarnowie. We wrześniu 1939 roku razem z kolegą (klerykiem z diecezji Tarnowskiej) ruszył z falą uciekinierów na Wschód. Doszli do Bugu, ale przed nadciągającymi wojskami bolszewickimi wrócili z powrotem do domu. Udało się szczęśliwie wrócić 7 października, w dniu Matki Bożej Różańcowej, przeżywając nawet bombardowania. Dalsze studia w seminarium odbywał w trudnych warunkach wojennych i w różnych miejscach. Tbnsurę otrzymał 28 grudnia 1941 roku po dwóch latach tak zwane "święcenia niższe" a w roku 1944 26 marca "święcenia wyższe" czyli subdiakonat a diakonat 25 kwietnia. Święcenia kapłańskie otrzymał 3 czerwca 1944 z rąk biskupa krakowskiego księcia Stefana Adama Sapiehy. Niedługo po otrzymaniu święceń kapłańskich ks. Stefan Zymuła zostaje przyjęty do III zakonu Świętego Franciszka. Otrzymał tam zakonne imię Leon. Akt obłóczyn nastąpił 6 czerwca 1944 roku w klasztorze OO. Bernardynów w Tarnowie i został podpisany przez Ojca Anioła w lipcu 1944 roku. W rodzinnej parafii Pilzno odbyły się skromne, ale miłe prymicje. Pierwsze parafie Księdza Stefana Zymuły jako wikariusza to Wojnicz od 24 listopada 1944, Tarnów parafia Najświętszego Serca Jezusowego od 1 lutego 1946 roku w Podegrodziu od 31 marca 1948 roku następnie w Piwnicznej od 3 września 1951, w Tuchowie od 15 lipca 1958 a na końcu parafia katedralna w Tarnowie od 10 lipca 1961. Proboszczem w Szynwałdzie księdz Stefan Zymuła był od 1974-08-31 do 1985-11-20 (fot.1-2). W okresie pierwszych lat kapłaństwa ksiądz Zymuła zdobył naukowy tytułu magistra teologii na Uniwersytecie Jagielońskim w Krakowie był to rok 1951. Przy propozycji zrobienia doktoratu powiedział: "Nie muszę robić doktoratu, wystarczy że jestem księdzem". Odznaczał się dużą inteligencją, umiłowaniem książek, zacięciem katechetycznym i kaznodziejskim. Jego wielką pasją była turystyka. Był kurialnym referentem duszpasterstwa turystycznego i kwalifikowanym przewodnikiem PTTK. Organizował różne młodzieżowe wycieczki, pod pretekstem wycieczek organizował również pielgrzymki. Drugiego listopada 1974 roku kiedy był już proboszczem w Szynwałdzie, przyznano mu Honorową Odznakę PTTK Ziemi Tarnowskiej. Miał bardzo dobre podejście do młodzieży, co przyznają również jego wychowankowie i uczniowie, późniejsi redemptoryści. Będąc wikariuszem przy katedrze uczył przez szereg lat religii w III Liceum tarnowskim. Kiedy przybył do Szynwałdu zjednał sobie ludzi swymi kazaniami i duszpasterską troską. Porównywano nawet proboszcza do wielce zasłużonego księdza prałata Siemieńskiego. W archiwum Kurii Diecezjalnej można znaleźć listy parafian z pierwszych lat jego proboszczowania w Szynwałdzie. Jest tam chwalony między innymi za odnowienie liturgii, są też pisemne odpowiedzi młodzieży ankietowanej w sprawie comiesięcznych zebrań. Akceptują potrzebę i tematy spotkań które odbywały się w drugą niedzielę miesiąca po mszy świętej o godzinie dziewiątej. Odnośnie sposobu przeprowadzenia kolędy proponują, by chodził sam ksiądz z ministrantami. Kościelny i organista nie są potrzebni na kolędzie. Pierwszym osiągnięciem duszpasterskim proboszcza Zymuły było przekonywanie mężczyzn aby w czasie mszy przestali "okupacji" przedsionka kościelnego pod dzwonnicą i chórem. I aby zajmowali miejsca siedzące w ławkach po prawej stronie kościoła oraz w nawie bocznej. "Walka" z chłopami trwała ponad dwa lata, wytrwałą próbą, żartem, to znów na serio. A nawet modlitwą publiczną zwłaszcza w okresie Wielkiego Postu za stojących w przedsionku, czy nawet poza kościołem "braci odłączonych" odniósł sukces. Księża sąsiednich parafii nie mogli uwierzyć, że w Szynwałdzie nie ma już problemu z mężczyznami stojącymi w przedsionku, którzy jakby nigdy nic zajmują miejsca nawet w pierwszych ławkach blisko ołtarza. Podziwiano wytrwałość i sposób podejścia księdza proboszcza. Następnym osiągnięciem było ogrodzenie całego cmentarza siatką i odnowienie kaplicy cmentarnej i tak zwany "Grobowiec Zasłużonych", gdzie spoczywa również ksiądz prałat Aleksander Siemieński. Zostały również wykonane prace remontowe na zewnątrz przy kościele.

Kaplicm

Kaplica na Świniogórze (fot.3)

Budowa kaplicy na Świniogórze. Największym osiągnięciem księdza proboszcza Zymułybyło wybudowanie kaplicy a raczej małego kościoła na Świniogórze (fot.3). Zdecydował się na budowę kaplicy ze względu na trudności jakie mieli tam parafianie w uczęszczaniu na msze święte. Pierwsze prace rozpoczęto w listopadzie 1981 roku, budowa trwała około 5 lat. Parafia nie wiele pomagała czynem społecznym, ale zbierano składki. Z pomocą przyszedł ksiądz dr. Stanisław Świdziński, który pracował jako duszpasterz w RFN. On to właśnie przysyłał dary do parafii, chemię budowlaną a zwłaszcza odzież. Ofiary za te dary zostały przeznaczone na budowę kaplicy. Proboszcz osobiście pilnował rozdziału tych darów. Ostatni transport darów przyszedł w październiku 1985 roku mniej więcej na miesiąc przed śmiercią księdza Zymuły. Mimo pewnych problemów, "dary" wspomogły finansowo budowę kaplicy i przyczyniły się do jej wybudowania. Ksiądz proboszcz miał problemy ze zdrowiem na trzy dni przed poświęceniem kaplicy dostał ataku serca i stracił przytomność. Uroczystego poświęcenia kaplicy pod wezwanie Matki Boskiej po Trzykroć Przedziwnej z Schönstadt dokonał ksiądz biskup Bobowski w niedzielę 28 lipca 1985 roku. W tym dniu swój jubileusz 25 - lecia kapłaństwa obchodził ksiądz dr. Stanisław Świdziński. Była również obecna delegacja z Niemiec razem z księdzem Świdzińskim, dla której w dowód wdzięczności za okazaną pomoc powtarzano po niemiecku streszczenia przemówień i wygłaszane wiersze. Ksiądz proboszcz był u państwa Świdzińskich na jubileuszu 25 - lecia kapłaństwa ks. dr. Stanisława Świdzińskiego, dobroczyńcy i częściowego fundatora kaplicy. Z części materiału budowlanego zgromadzonego na Świniogórze ksiądz Zymuła planował wybudować nową plebanię. Jednak ze względu na słaby stan zdrowia mówił nawet do swojej siostry ze zgromadzenia Felicjanek: "Ja tylko rozpocznę tę budowę ale jej nie skończę". Gospodarstwo plebańskie prowadził do końca zajmował się hodowlą drobiu, nie przynosiło ono jednak proboszczowi dochodów a nawet musiał dopłacać z własnych pieniędzy. W ostatnich latach życia ks. Zymuła cierpiał na cukrzycę i na częściowy zanik pamięci, co było skutkiem posuwającej się sklerozy. Utrudniało mu to pracę duszpasterską, niektóre sprawy już załatwione przypominał w ogłoszeniach parafialnych że są jeszcze nie załatwione. Skutkiem tych chorób było nawet spóźnianie się na msze święte. Parafianie niekiedy długo czekali zanim będą odprawione zamówione msze święte. Nikt się tym specjalnie nie gorszył, bo wiedziano, że przyczyną jest tu rozwijająca się choroba, ale duszpasterstwo jako takie ponosiło w tej sytuacji pewne straty. W dniu śmierci 28 listopada 1985 roku przed południem ks. proboszcz był jeszcze obecny przy rozpakowywaniu przywiezionych z Niemiec darów. Jeszcze w południe rozmawiał z kościelnym panem Ludwikiem i był przy wyjątkowo dobrym humorze. Po południu tego dnia zmarł nagle w kancelarii parafialnej na wylew krwi do mózgu i równoczesny atak serca. Uroczystej liturgij pogrzebowej przewodniczył ksiądz biskup Piotr Bednarczyk, osobisty przyjaciel zmarłego. Spoczął w wybudowanym przez siebie obok kaplicy cmentarnej grobowcu dla księży, do którego sprowadził wcześniej zwłoki swego poprzednika księdza Piotra Kyrcza. Ksiądz proboszcz nie pozostawił właściwie żadnych zapisków w kronice parafialnej, i dlatego nie można wystarczająco opisać jego życia i działalności w okresie 11 lat duszpasterzowania w Szynwałdzie. Miejscowi fachowcy mieli mu trochę za złe, że ich nie doceniał a wierzył - czasami może trochę bezkrytycznie - różnym inżynierom i obcym majstrom. Czasem też może zbyt na serio brał donoszone mu na plebanię kobiece plotki i robił z tego użytek na ambonie. To ludzi niekiedy trochę denerwowało. Były to pewne słabości proboszcza które jak każdy człowiek je miał. Patrząc z perspektywy czasu na 11 lat proboszczowania w Szynwałdzie można ocenić ten czas za bardzo dobry dla parafii. Parafia w tym czasie wiele skorzystała duchowo i materialnie. Czasami ks. proboszcz wyrażał się jakby z pewnym żalem, że Szynwałd obfituje raczej w powołania zakonne natomiast już od dziesiątków lat nikt nie wstąpił do Seminarium Diecezjalnego. Szynwałd zawdzięcza proboszczowi wiele i zachowa to w pamięci na długie czasy.

(Materiał opracowano na podstawie książki: PAMIĘĆ O NICH NIE ZAGINIE. Autorem książki jest O. Stanisław Stańczyk CSsR nasz rodak pochodzący z Szynwałdu)

   
© ALLROUNDER