Kyrczpm

Złoty jubileusz kapłaństwa księdza
Piotra Kyrcza (powiększ fot.1)

Następca ks. Stefan Zymuła chciał zatrzymać ks. Kyrcza w Szynwałdzie ale tej propozycji nie przyjął. Uważał, że po tylu latach pobytu w parafii, gdzie zna dokładnie każdego i ma już swój styl bycia z ludźmi którego nie da się zmienić, lepiej będzie się usunąć. Ks. Zymuła jednak Następca ks. Stefan Zymuła chciał go w Szynwałdzie zatrzymać, ale ks. Kyrcz oferty nie przyjął. Uważał, że po tylu latach pobytu w parafii, konsekwentnie pozostawił pokój pusty w którym dawniej mieszkał ksiądz Kyrcz i nikt w nim nie zamieszkał. Złoty jubileusz kapłaństwa ks. Kyrcza, działalność księdza proboszcza Kyrcza w Szynwałdzie podsumowano, kiedy w roku 1979 obchodzono uroczyście złoty jubileusz jego kapłaństwa. Początkowo nie chciał się na ten jubileusz zgodzić racją zasadniczą było dosyć przykre odejście z Szynwałdu. Wobec takiej sytuacji zaistniałej przed pięciu laty ale jeszcze nie zupełnie wygasłej trudno się było jubilatowi zdecydować na udział w proponowanej mu uroczystości. Pojechała jednak do Starego Sącza delegacja parafian i przekonała ks. emeryta, że w Szynwałdzie ludzie go oczekują i mile wspominają. Żartem oczywiście, ale zagrozili że jeśli się nie zgodzi dobrowolnie, to go na ten jubileusz uprowadzą siłą. Więc się zgodził i jubileusz odbył się podczas odpustu parafialnego Matki Bożej Szkaplerznej 15 lipca 1979 roku. Jubilata wprowadzono do kościoła jak zwyczajnie bywa przy takich uroczystościach z plebanii (fot.1). Koncelebrowaną Eucharystię sprawował razem z księżmi rodakami i byłymi wikariuszami. Kazanie wygłosił ojciec duchowny diecezji ks. Paweł Śliwa. Miejscowa młodzież za inspiracją ks. proboszcza Zymuły, urządziła piękną, refleksyjną akademię wokalno - muzyczną. Do ołtarza przyniesiono dary: pozłacany srebrny kielich z pateną, który po śmierci jubilata wrócił do Szynwałdu był to dar od parafian, bukiet złożony z pięćdziesięciu biało czerwonych kwiatów od dzieci I - komunijnych, hostie i komunikanty od ministrantów przygotowane z pszenicy wyrosłej na szynwałdzkiej ziemi. Każde ziarenko było "kupione" za jeden dziesiątek różańca odmówiony przez dziecko w intencji Jubilata. Prócz tego 2000 obrazków z okolicznościowym nadrukiem. Wyrazem duchowej łączności w Chrystusie było przystąpienie w tym dniu do Komunii Św. około 1 200 osób. Przedstawiciel Rady parafialnej w dłuższym przemówieniu podsumował 45 lat pracy ks. jubilata w Szynwałdzie, szczególnie z okresu kiedy był już samodzielnym proboszczem. Przedstawiciel parafii powiedział jeszcze między innymi:

"Ze czcią i wdzięcznością wspominamy Ciebie i długie lata Twej pracy. W uroczystym dniu Jubileuszu składamy serdeczne podziękowania za 45 lat Twojej pracy w naszej parafii, za Twoje modlitwy i Msze święte za posługę sakramentalną, za kazania, za cichą pracę, której nie ujmą księgi metrykalne ani statystyki".

Po południu o godzinie 17:00 była jeszcze w sali parafialnej piękna akademia. Jubileusz wypadł okazale, cieszyła się parafia i jej proboszcz ks. mgr. Stefan Zymuła, cieszył się chyba i sam Jubilat. Takie zatarcie owych nieprzyjemnych wspomnień sprzed kilku lat było bardzo potrzebne. Emerytura ks. Piotra Kyrcza nie była radosna. Początkowo udał się do dziekana w Brzesku ks. Kazimierza Kopacza, szynwałdzkiego rodaka. Wydawało się, że tu na nowej plebanii znajdzie zaciszny, w miarę wygodny kącik, a parafia jest duża, to i pracy kapłańskiej ks. emerytowi na miarę sił i możliwości nie zabraknie. Ale w Brzesku ksiądz nie długo przebywał gdyż później przeprowadził się do Starego Sącza. Tu też nie obeszło się bez kłopotów, zamieszkał u krewnych w parterowym domu niedaleko tartaku. Był tu ciągle hałas i marne warunki mieszkaniowe. Zakupił więc połowę domu od pewnego gospodarza przy ul. Bolesława Chrobrego. Miał tu trzy niewielkie ale przyzwoite pokoje, a stołował się w sąsiedztwie u księdza kolegi , również emeryta, który miał gospodynię. Sytuacja uległa zmianie na gorsze po śmierci przyjaciela kolegi. Ks. Kyrcz celebrował Mszę św. i służył kapłańską pomocą w konfesjonale w kościele sióstr Klarysek w Starym Sączu. Przez kilka też lat przyjeżdżał do Tuchowa na Wielki Odpust Tuchowski, gdzie zadziwiał młodszych wytrwałym posługiwaniem w konfesjonale. Zanim osiadł w Starym Sączu próbował bezskutecznie osiąść w rodzinnym Łącku, następnie zaś w Podegrodziu. Nic więc dziwnego, że planował zapisać posiadany jeszcze, skromny majątek Redemptorystom w Tuchowie i prosić o możliwość zamieszkania w tuchowskim klasztorze. Odradzono mu jednak ten zamiar, gdyż to nie rozwiązałoby problemu, nie żalił się specjalnie, ale musiał cierpieć z tego powodu. Celebruje w klasztorze sióstr klarysek, gdzie pomaga jeszcze w duszpasterstwie. Czuł się coraz słabiej a w grudniu 1979 roku skierował do Kurii Diecezjalnej prośbę o zezwolenie na celebrowanie Mszy Św. w domu. Powołuje się przy tym na nadwątlone już zdrowie: osłabienie serca, początki astmy oskrzelowej, ataki wątrobowe, pozwolenie otrzymał. Liczył się z wszelką ewentualnością i dlatego zawczasu, już w styczniu 1979 roku, "załatwił" sprawę swojego pogrzebu. Złożył w klasztorze odpowiednią sumę pieniędzy, a do Matki Ksieni skierował następującą prośbę: "Jako emeryt przywiązałem się do Waszego pięknego i przytulnego kościoła klasztornego, gdzie mogłem przez kilka lat odprawiać Najświętszą ofiarę Mszy św. i spieszyć z pomocą kapłańską w konfesjonale. Moim pragnieniem jest, by po mojej śmierci Czcigodna Matka Ksieni zezwoliła na mój pogrzeb w kościele klasztornym i oczywiście się nim zajęła. Jest to z mej strony duża śmiałość a ze strony sióstr wielka ofiara i trud, ale Pan Bóg to wszystko sowicie wynagrodzi". Właściwie to klasztor nie miał wielkich kłopotów z pogrzebem, ponieważ ks. Kyrcz przewidział wszystkie okoliczności w szczegółach i przeznaczył na pokrycie wydatków odpowiednią sumę pieniędzy. Rzadko się chyba zdarza takie szczegółowe zadbanie o te sprawy i świadome uregulowanie ich przed śmiercią. Sytuacja ks. Kyrcza była jednak tego rodzaju, iż roztropność wymagała takiego właśnie zabezpieczenia. Choroba i odejście do Pana księdza Kyrcza.W początkach października 1980 r. został w swym domu tknięty apopleksją. Zauważono to, gdy nie otwierał drzwi mieszkania na Mszę św. zamówioną przez pewną osobę i ustaloną na określoną godzinę. Nieprzytomnego zawieźli sąsiedzi do szpitala w Nowym Sączu, gdzie odwiedzała go jedna pani z ramienia klasztoru klarysek i znajomi kapłani. Po odzyskaniu przytomności wyszedł podobno sam ze szpitala na ulicę, zamierzając zapewne udać się do domu. Pielęgniarki sprowadziły go z powrotem do szpitala. Wywiązało się jednak zapalenie płuc i po dwóch dniach zmarł. Było to 18 października 1980 r. Ciało księdza Kyrcza przywieziono do kościoła klasztornego 21 października, o godzinie 15:00 została odprawiona msza święta żałobna koncelebrowana pod przewodnictwem ks. Ludwika Siwadły, dziekana z Piwnicznej. Słowo Boże wygłosił ks. Jan Kos proboszcz starosądecki. Następnego dnia o 14:00 siostry odśpiewały nieszpory wespół z kapłanami a następnie odmówiono różaniec oczekując na przybycie ks. bpa. Bednarczyka. Koncelebrze w której wzięło udział ok. 20 kapłanów przewodniczył ksiądz biskup Bednarczyk i on też wygłosił homilię. Po Mszy św. pożegnał zmarłego ksiądz Stefan Zymuła, proboszcz Szynwałdu i o. Stanisław Stańczyk najstarszy z księży rodaków, wychowanków ks. Kyrcza. Była też dosyć liczna delegacja z Szynwałdu. Gdy zwłoki zaprowadzano na cmentarz starosądecki było już ciemno, spoczął tam przejściowo na trzy lata. Pod koniec roku 1983, kiedy ks. proboszcz Zymuła wybudował obok kaplicy cmentarnej specjalny grobowiec dla księży, sprowadzono zwłoki ks. Kyrcza do Szynwałdu. Spoczął ostatecznie w parafii, gdzie spędził 45 lat, a więc praktycznie całe kapłańskie życie. Na zakończenie warto jeszcze przytoczyć dosłownie zachowany w archiwum diecezjalnym Testament duchowy ks. Kyrcza. Jest to jego pożegnanie się ze wszystkimi, rodzaj ostatniego kazania, które warto przypomnieć, by pozostało w naszej wdzięcznej pamięci.

"Moje ostatnie słowo do Braci Kapłanów, Sióstr zakonnych i Ludu Bożego, wśród którego przez 50 lat pracowałem. W pierwszym rzędzie czuję największą wdzięczność do Boga w Trójcy Świętej Jedynego za wszelkie dobra od Niego otrzymane, a szczególnie za łaskę powołania do kapłaństwa i nieustanną pomoc w ciągu 50 lat duszpasterzowania wśród Ludu Bożego. Po łasce Bożej dużo zawdzięczam moim rodzicom, którzy żywą i na codzień praktykowaną wiarą i dobrym przykładem dobrze wprowadzali mnie w przyszłe życie. Doznałem bardzo dużo życzliwości i praktycznych wskazówek życiowych od mojego poprzednika na probostwie w Szynwałdzie, świątobliwego i wielkiego ascety ks. prałata Aleksandra Siemieńskiego i od braci Kapłanów dekanatu tarnowskiego z którymi stykałem się przez 45 lat pobytu w Szynwałdzie. Serdecznie im za to wszystko dziękuję. Dziękuję również byłym moim parafianom szynwałdzkim, których trzy pokolenia wychowałem, że tak wiele pomocy i dobrego serca w pracy duszpasterskiej mi okazali. Przez 50 lat mego kapłaństwa modliłem się i w brewiarzu i we Mszy św. o ich dobro materialne i duchowe. Wielką radość sprawili mi wychowankowie i rodacy kapłani, których wyszło w ciągu mojego pobytu w Szynwałdzie dwunastu i ponad 20 zakonnic z różnych zgromadzeń. Podnosili mnie oni na duchu i modlitwą, życzliwością i częstymi odwiedzinami a zwłaszcza pomocą kapłańską w pracy duszpasterskiej Bóg zapłać! Jestem szczególnie wdzięczny OO. Redemptorystom, stróżom cudownego obrazu M. B. Tuchowskiej. Misjami, rekolekcjami i wszelką pomocą duszpasterską przyczyniali się walnie do podnoszenia życia religijnego w parafii. Niech dobry Bóg i Matuchna Tuchowska mają ich samych i cały klasztor w specjalnej opiece. Wyrażam podziękowanie ks. Dziekanowi i wszystkim kapłanom dekanatu starosądeckiego. Matce Ksieni klasztoru Błogosławionej Kingi oraz wszystkim siostrom klaryskom, że w ciągu moich ostatnich lat emerytalnych tak dużo serca mi okazali. Bóg zapłać! Na koniec, jak każdy człowiek ma w swoim życiu różne słabości i niedociągnięcia wobec Bożego powołania, tak również i ja miałem ich w życiu wiele. Dlatego szczerze za nie Boga przepraszam i tych wszystkich, którym dałem jakieś zgorszenie. Ufam jednak w dobroć i miłosierdzie Boże i we wstawiennictwo najlepszej Matki Maryi. Daj Boże, abyśmy wszyscy wierni naszemu powołaniu znaleźli się po zejściu z tego świata w niewymownej radości wiecznego szczęścia u Boga".

Stary Sącz. 6 czerwca 1979 Ks. Kyrcz Piotr emeryt.

Z perspektywy historii postać ks. Piotra Kyrcza przedstawia się barwnie i bardzo pozytywnie. Razem ze swoim poprzednikiem wypełnił on prawie 100 lat historii Szynwałdu, bogatej w różne wydarzenia i dziejowe przemiany. Zostawili oni w naszej parafii wielki wkład kapłańskiej pracy, który owocować będzie jeszcze przez długie lata.

Materiał opracowano na podstawie książki: PAMIĘĆ O NICH NIE ZAGINIE. Autorem książki jest O. Stanisław Stańczyk CSsR nasz rodak pochodzący z Szynwałdu.

   
© ALLROUNDER