Ksiądz proboszcz Piotr Kyrcz. Ksiądz Piotr Kyrcz został następcą księdza prałata Aleksandra Siemieńskiego (fot.1). Pewną osobliwością jest fakt, że całe życie kapłańskie aż do emerytury czyli 45 lat przebywał w Szynwałdzie. W latach 1929 - 1939 jako wikariusz księdza Siemieńskiego a następnie jako proboszcz do roku 1974. Zapisał się głęboko w życiu religijnym i we wdzięcznej pamięci parafian z Szynwałdu. Urodził się w wiosce Wola Piskulina 18 kwietnia 1905 roku, jako syn Józefa i Marii Gałys. Rodzice prowadzili gospodarstwo, a ponieważ w rodzinie było ośmioro dzieci Piotr wychowywał się w Łącku u cioci i chodził tam do szkoły. Gimnazjum ukończył w Nowym Sączu i był jednym z lepszych studentów. Z tych młodych lat pozostało po nim dobre wspomnienie chłopca pilnego, pracowitego, zdrowo pobożnego i uczynnego dla innych. Po maturze w 1925 roku wstąpił do Seminarium Duchownego w Tarnowie i po czterech latach otrzymał z rąk biskupa Leona Wałęgi święcenia kapłańskie 29 czerwca 1929 roku. Pierwszą jego placówką duszpasterską i jedyną był Szynwałd. Został wikariuszem przy księdzu prałacie Siemieńskim który go bardzo polubił i prosił biskupa, by ks. Piotr pozostał w Szynwałdzie przynajmniej do jego śmierci. Sam ks. Kyrcz w Kronice Parafialnej bardzo miło i ciepło wspomina staruszka ks. prałata Siemieńskiego. Pisał tak:

Kyrcz

Ksiądz proboszcz
Piotr Kyrcz (powiększ fot.1)

"Dnia 1 sierpnia 1929 roku przybyłem do Szynwałdu na swoją pierwszą placówkę jako wikariusz koadiutor steranemu już 44-letnią pracą duszpasterską na terenie Szynwałdu ks. prałatowi Aleksandrowi Siemieńskiemu. Wspominam "steranemu", gdyż był to prawdziwie "vir laboriosus" (człowiek oddany pracy) poświęcający się dla drugich a mało o siebie dbający. Częstym jego powiedzeniem były słowa: "Choćbyś nie skończył zawsze rób, ciebie, nie dzieło weźmie grób!" .Dalej streszcza osiągnięcia ks. Siemieńskiego oraz swój wkład w kontynuację dzieła, które gdy idzie o kościół, wymagało jeszcze wielu uzupełnień. Młody i energiczny ksiądz Piotr zabrał się dzielnie do pracy i w dziesięcioleciu przedwojennym udało mu się wiele spraw załatwić pomyślnie. Było tych spraw dużo i były one kosztowne a lata trzydzieste były dla wsi ciężkie. Zdobycie dużych funduszy było dużym osiągnięciem księdza Kyrcza. Stąd wniosek, że ludzie go polubili i mieli do niego zaufanie. Praktycznie, to ks. Piotr już od początku swego pobytu w Szynwałdzie był proboszczem. Prezentował się jako bardzo energiczny, młody ksiądz, wysportowany, z różnymi hobby, które jednak ludzi bynajmniej nie gorszyły. Ksiądz wikariusz na przerwach w szkole brał udział w uczniowskich zabawach. W okresie zimowym jeździł na nartach, natomiast w okresie łowieckim ruszał na polowania. Miał również staw rybny. Inne zaiteresowania księdza to gołębie, następną pasją ks. Kyrcza były konie trwała ona prawie przez cały czas przebywania w Szynwałdzie. Hodował własne źrebięta, ale też na jarmarku konie kupował. Na te jarmarki ubierał się po cywilnemu, targował się znakomicie i nie dał się podobno nigdy oszukać. Dopiero po paszporcie poznawano, że to jest ksiądz i nieraz go przepraszano za niewłaściwe słowa, jakie przy tych targach handlowych im się wyrwały. Krążyły o tych końskich targach ks. Kyrcza różne anegdoty, nie opuścił podobno żadnego jarmarku, zwłaszcza na konie. Dla ludzi był bardzo uprzejmy. Wielką przyjaźnią darzył państwa Podbiclskich ze Skrzyszowa i bywał u nich na wszystkich rodzinnych uroczystościach. Z chłopami lubił rozmawiać po nabożeństwie przy kościele częstował ich papierosami i rozmawiali o wielu sprawach. Zazwyczaj miał dobry humor, ale czasami przygadywał co niektórym nawet poczciwym ludziom. Na wybryki młodych reagował nieraz ostro, denerwowały go całonocne muzyki połączone z pijaństwem, zwłaszcza, gdy to było niezbyt daleko od kościoła. Kapłaństwo szanował i nie dawał najmniejszej podstawy do jakichkolwiek plotek, nabożeństwa były celebrowane pięknie, gdyż ks. proboszcz miał dobry słuch muzyczny i piękny głos. Co roku bywały rekolekcje parafialne, a mniej więcej co dziesięć lat urządzano misje. Za proboszczowania ks. Kyrcza były w Szynwałdzie dosyć liczne powołania kapłańskie, przeważnie zakonne do zgromadzenia redemptorystów. Ks. proboszcz zostawiał kandydatom pełną swobodę, nikogo nie namawiał by zamiast do zakonu wstąpił do seminarium diecezjalnego. Zainteresowani wspominają to mile po dzień dzisiejszy. W ciężkich latach wojennych we wsi ukrywało się kilku kapłanów, na plebanii ukrywał się ksiądz Antoni Kwiatkowski z Liskowa koło Kalisza, cudem przeżył przebierając się za parobka, gdy szukali go Niemcy. Ksiądz proboszcz dogadywał się z Niemcami na korzyść ludzi i bywało, że nawet złapanych na roboty do Niemiec udało się jakoś uwolnić. Kupił nawet od Niemców automat który przydał się przy odparciu już po wojnie bandy rabusiów podszywających się pod AK. Po zakończeniu wojny ks. Kyrcz kontynuował prace przy nowej świątyni. Dzięki jego staraniom udało się pozyskać dzwony jeden z XVI wieku, dwa pozostałe odlane w 1931 r. Po zakończeniu budowy kościoła przeprowadził jego elektryfikację i radiofonizację, ufundował organy które wykonał Zygmunt Kamiński z Warszawy w latach 1943-47 (fot.2).

Organym

Organy które wykonał Zygmunt Kamiński
w latach 1943 - 47 (powiększ fot.2)

Wyremontował dach i wieżę kościoła. Wstawiono dwa piękne ołtarze, polichromię, sprzęty liturgiczne, wreszcie remont plebani i budynków gospodarczych. Dokonał tego w czasie w czasach trudnych dla Kościoła. Rolnicza parafia Szynwałdu nie zapomni księdzu pewnej nauki: uczył kochać ziemię i pracę na roli nie tylko słowem, ale i przykładem mądrego gospodarowania. Gdy trzeba było, sam brał w rękę kosę czy pług. Gorliwie starał się o duchowe oblicze parafii organizując wielokrotnie misje czy rekolekcje, zaprowadzając żywy różaniec i rodzinny, nowennę nieustanną do MBNP, przyrzeczenia trzeźwościowe i abstynenckie. Przeprowadził peregrynację Jasnogórskiego Obrazu oraz odnowę posoborową. Jego modlitwa i ofiara zaowocowały także w kształtowaniu licznych powołań kapłańskich w Szynwałdzie. Gdy czuł, że słabną jego siły i coraz trudniej mu spełniać obowiązki tak, jakby tego pragnął, zdecydował się na to, co jest wyrazem odwagi i wspaniałomyślności, na rezygnacje z probostwa. W 1974 roku 29 maja został zwolniony z probostwa. Wynikły wtedy pewne nieporozumienia na tle praktykowanych jeszcze wówczas zwyczajów duszpasterskich. Parafianie czuli żal do proboszcza, chociaż sam powód nie był aż tak poważny. Może też nieco przesadnie oceniono to, co proboszcz zabierał ze sobą odchodząc z plebani. Zostało bowiem wszystko, co należało do plebańskiego inwentarza, a osobistym majątkiem proboszcz mógł swobodnie dysponować, bo zresztą był w tym wielki wkład jego osobistej zapobiegliwości i ciężkiej pracy. Atmosfera wytworzyła się jednak ciężka i ks. Kyrcz odszedł z parafii po cichu, bez żadnego pożegnania.

   
© ALLROUNDER