Kosciom

Kościół parafialny
w Szynwałdzie (fot.1)

Nowy kościół - pomysł budowy nowej świątyni zrodził się w 1888 roku. Komitet kościelny powstał w 1901 roku a w 1903 roku na jego czele stanął ksiądz proboszcz. W sierpniu 1909 roku komitet przyjął plany budowy opracowane przez Adolfa Stapfa a jesienią 1910 roku rozpoczęto budowę kościoła parafialnego na miejscu starego. Koszt budowy szacowano na około 200.000 złotych reńskich. Można było liczyć na pomoc ze strony książąt Sanguszków, którzy byli kolatorami, ale główny ciężar ponieśli parafianie. Stary kościół rozebrano w 1911 roku, na czas budowy zamieniono na kościół salę w domu parafialnym. Przy budowie kościoła brakowało przede wszystkim środków finansowych, część materiałów na budowę kościoła ofiarowali Sanguszkowie resztę kosztów i robociznę pokryła parafia. Do wybuchu I wojny światowej były wzniesione mury i pokryto część kościoła dachówką. Mury nowej świątyni poświęcił ksiądz biskup Leon Wałęga. Do parafii w 1929 roku przyszedł wikary ksiądz Piotr Kyrcz. Główny ołtarz do kościoła wykonał pan Rąpała, jest to ołtarz w stylu gotyckim z figurą Matki Bożej Szkaplerznej pośrodku. Po roku 1930 wykończono wnętrze kościoła i zamontowano zegar na wierzy oraz dzwony. Uroczystej konsekracji kościoła dokonał 4 września 1936 roku ordynariusz tarnowski ksiądz biskup Franciszek Lisowski w czasie wizytacji pasterskiej (fot1). Starszy już ksiądz prałat Siemieński przygnieciony wiekiem i chorobą nie mógł brać czynnego udziału w tych uroczystościach cieszył się jednak ogromnie. Że najważniejsze i najtrudniejsze dzieło jego życia rozpoczęte 26 lat temu zostało wreszcie wykonane i uroczystym aktem konsekracji ukończone. Budowa nowego kościoła jest uważana za największe dzieło księdza proboszcza Siemieńskiego. Jako proboszcz traktował swoje obowiązki bardzo poważnie i był przekonany że je musi wykonywać osobiście. Wikariusze nie mieli zbyt wiele pracy, odstępował im chętnie chrzty dzieci nieślubnych, gdyż ta sprawa była dla niego bardzo przykra i drażliwa. Mówiąc o duszpasterzowaniu należy wspomnieć o okresach zniechęcenia, kochał on jednak swoją parafię i pod koniec swego życia mówił, gdyby było mi jeszcze raz wybierać to na pewno wybrał by Szynwałd. Nie dziwmy się zatem, że ksiądz proboszcz przeżywał okresy zniechęcenia myślał o odsunięciu się od Szkoły Gospodyń a nawet zamierzał opuścić parafię. Niespełnionym marzeniem było założenie szkoły dla chłopców. Mimo wszystko zwycięstwo odnosiła troska i wiara o dobro duchowe i doczesne parafian. Ksiądz prałat Siemieński już za życia cieszył się opinią kapłana świętego. Na jubileuszu 60 - lecia kapłaństwa porównywano go ze świętym proboszczem z Ars - Janem Vianney, na co podeszły już w latach szczerze się oburzał. Mimo tych trudności wytrwał w Szynwałdzie 54 lata, a jego duszpasterska działalność wydała błogosławione owoce. Godności i honorów nie pragną, a gdy je mu dano specjalnie się tym nie przejmował, na przykład zostając prałatem. W uznaniu bezsprzecznych jego zasług w wielokierunkowej pracy społecznej władze odrodzonej Polski przyznały księdzu Siemieńskiemu wysokiej klasy order "Polonia Restituta". Dyplom orderowy przyjął, ale bez oznak szczególnej radości. Gdy się jednak dowiedział, że order ten trzeba wykupić "aż za 7 złotych", wyją tę sumę z kieszeni i powiedział: "Lepiej dać te pieniądze ubogim, niż płacić za kawałek blaszki". Order pozostał nie wykupiony, a ucieszeni biedacy hojniejszą otrzymali jałmużnę. Proboszcz zjednał sobie szacunek szlachetną bezinteresownością. Obracał każdy grosz na ważniejsze i pilniejsze - jego zdaniem cele. Widziano bowiem że nie szuka absolutnie własnej korzyści a robi to wszystko dla chwały Bożej i zbawienia dusz. Proboszcz był prawdziwym mężem modlitwy, przed mszą świętą rozmyślał godzinę klęcząc na podłodze. Medytacje przerywał gorącymi westchnieniami wpatrując się w krzyż. Bardzo przykładnie odprawiał co roku kapłańskie rekolekcje czynił je w domach zakonnych czy też u Redemptorystów w Tuchowie budując wszystkich swym skupieniem, milczeniem i rozmodleniem. Matkę Bożą czcił codziennie odmawiając różaniec razem z domownikami. Odbywał też piesze pielgrzymki, zwłaszcza do pobliskiego sanktuarium w Tuchowie. W każdą niedzielę i święta głosił dwa godzinne kazania, każde na inny temat. Na kazaniach były poruszane tematy bezpośrednio dotyczące wprost parafian, podobno nigdy nie miną kwestii żydów i pijaństwa. Proboszcz ucząc na lekcjach religii trzymał ostrą dyscyplinę, oprócz tych lekcji odbywały się w każdą niedzielę katechezy w kościele specjalnie dla dzieci. Jak pisze ks. Rogóż jego bliski przyjaciel proboszcz początkowo nie miał nawet łóżka i spał kilka godzin na stołku i zrywał się do pracy, dopiero później postarał się o coś w rodzaju łóżka czyli dwie deski pokryte kapą. Plebania była drewniana i skromna z jednym pokojem w którym oprócz łóżka były dwa krzesła stolik na którym zawsze były jakieś papiery, wycinki z gazet. Był on "ozdobiony trupią czaszką" o którą była oparta koperta zawierająca testament proboszcza z napisem: Requirentibus testamentum ejus..." (Szukającym jego testamentu...). Był jeszcze klęcznik również pokryty książkami i papierami proboszcz modlił się bowiem na podłodze bez oparcia. Ksiądz proboszcz był całkowitym abstynentem od alkoholu, by tym bardziej skuteczniej zwalczać pijaństwo w parafii. Dzień dla niego miał charakter pokutny nie było tam miejsca na rozrywki ale tylko na modlitwę i pracę. Jego styl życia był trochę udziwniony ale odznaczał się wielką gościnnością i towarzyską serdecznością. Miał też wielkie poczucie humoru, lubił szczególnie pośród księży żartować. Proboszcz miał tak duże osiągnięcia między innymi dzięki pomocy Sióstr Służebniczek, tak o nich pisał - "Siostry są mi nieocenioną pomocą we wszystkich sprawach ku podniesieniu moralnemu i ekonomiczno - społecznemu mojej parafii, Będzie im nagrodą Pan Jezus". Bardzo pomocna była siostra Nepomucena która przez 35 lat była przy księdzu Siemieńskim szczególnie w ostatnich latach życia i choroby. Ksiądz prałat zapisał się we wdzięcznej pamięci parafian przede wszystkim jako gorliwy duszpasterz. Jest on wszech miar godzien, by pamiętać o nim i jego dziełach. I żeby pamięć o nim nie poszła w zapomnienie zwłaszcza w Szynwałdzie, który mu tyle zawdzięcza.

Ostatnie lata życia proboszcza Aleksandra Siemieńskiego były ciężkie, podeszły wiek i choroba dawały się mocno we znaki. Ksiądz Siemieński przez ostatnie 2 lata był częściowo sparaliżowany tak że nie mógł samodzielnie opuszczać łóżka ani się poruszać. Opiekowały się nim Siostry Służebniczki z wielkim poświęceniem, spłacając tym dług wdzięczności za dobro jakie od niego otrzymało całe Zgromadzenie, a ksiądz wikariusz Piotr Kyrcz przynosił mu codziennie komunię świętą i odwiedzał go kilka razy dziennie. Odwiedzali go również przyjaciele, księża i parafianie. W dzień chorych wynoszono chorego ks. prałata w fotelu do kościoła. Gdy nastąpiło prawdziwe pogorszenie i cierpienia się wzmogły, czuwano przy umierającym bez przerwy, odszedł do Pana nad ranem 7 sierpnia 1939 roku. Było to prawie w wigilię dnia świętego Jana Vianney, do którego Zmarły miał nabożeństwo starając się go w kapłańskim życiu i duszpasterskiej pracy naśladować. I trzeba przyznać, że mu się to udało. Pogrzeb odbył się w środę 9 sierpnia. Wzięło w nim udział 50 księży i ponad 50 Sióstr Służebniczek z Matką generalną na czele, przedstawiciele władz państwowych z powiatu i cała parafia. Ksiądz biskup nie mógł przybyć na pogrzeb z powodu choroby ale przysłał kondolencyjne pismo oto jego treść:

"Wiadomość o śmierci ks. Siemieńskiego, proboszcza w Szynwałdzie boleśnie mnie dotknęła. Jakże dziwnie pokierowała Opatrzność Boża wypadkami ostatnich miesięcy w naszej diecezji. Pogrzeb, na jaki sobie zasłużył w całej pełni śp. Zmarły, nie wypadnie tak, jak wypaść powinien. Niema pomiędzy nami nieodżałowanej pamięci ks. biskupa Lisowskiego, a i mnie obecny chwilowy stan zdrowia, silne wyczerpanie fizyczne połączone z osłabieniem głosu nie pozwala na wzięcie udziału w tej ostatniej posłudze. Dużo mnie to kosztuje, bo od 18 lat jako biskup brałem żywy udział w pogrzebach wybitniejszych księży naszej diecezji. Dziś staję wobec niemożności oddania tej posługi jednemu z najzacniejszych i najgorliwszych kapłanów diecezji tarnowskiej. Ale ks. Siemieński należał do tych wybranych dusz, które Pan Jezus prowadził drogą pokory i niepowodzeń".

Kazanie żałobne wygłosił przyjaciel Zmarłego, ks. Aleksander Rogóż. Trumnę z czcigodnymi szczątkami wzięli na ramiona parafianie i zanieśli na cmentarz. Tu w pięknych słowach pożegnał Zmarłego prezes Akcji Katolickiej Jan Kusek. A mówił tak:

"Najukochańszy Ojcze - dusz naszych pasterzu! żegnamy się z tobą. Nieudolne są usta wysłowić z należytą czcią godne pożegnanie. Żalem przepełnione serca czują, iż żegnamy doczesne, śmiertelne, ale czcigodne szczątki, w których z woli Boga, Stwórcy i Pana życia przestało bić tak wielce szlachetne serce, które przez długi szereg lat jako serce piastuna Bożego gorzało Bożą miłością. Ale równocześnie przestało bić serce polski, które tętnem swego życia wybijało takty Bóg i Ojczyzna! Dla chwały Bożej - dla dobra Ojczyzny! Te wzniosłe i szlachetne cele przez przeszło pół wieku wszczepiane były do serc naszych z miłości pełną ojcowską troskliwością. Pod tym hasłem, niedoścignione w gorliwości ustało życie Najukochańszego Ojca Najczcigodniejszego naszego Duszpasterza. Toż w chwili obecnej zgodnie z wolą Bożą, łączymy w tym nader bolesnym pożegnaniu ucałowania z należną czcią uświęconych rąk, które nam przez przeszło pół wieku błogosławiły, a dziś zostały złożone na wieczny, tak zasłużony odpoczynek. Chociaż w nieutulonym żalu, ale równocześnie z pełną wdzięcznością w naszych sercach oddajemy ostatnią przysługę Najukochańszemu Ojcu naszemu, przywołując na pamięć Jego wzniosłe wskazania. Będą nam one jaśniejącym drogowskazem w szarzyźnie życia naszego, a słowa niegdyś wypowiedziane do nas na rozstanie w chwili porwania ks. prałata Siemieńskiego: »Bogu was polecam« - dają nam pełnię otuchy, że usiłowania nasze i dziś przed tronem Boga przedstawione będą. Jako parafianie, równocześnie jako członkowie Akcji Katolickiej, w tych śmiertelnych a czcigodnych zwłokach żegnamy Przewielebnego księdza Asystenta, który do ostatnich resztek sił pracował nad ustaleniem pokoju Chrystusowego w Królestwie Chrystusowym. Równocześnie jako członkowie Kasy Stefczyka żegnamy założyciela tejże, który z wielką starannością jako pierwszy w powiecie założył ją w parafii, a zarazem niestrudzenie i bardzo ofiarnie prowadził jej działalność. Stąd też dla upamiętnienia tej bolesnej chwili pożegnania wiedząc, że w tych czcigodnych szczątkach wielkiego jałmużnika pragniemy choć częściowo podtrzymać jego ideę, składania dyspozycji "Caritasu" kilku złotych dla ubogich w naszej parafii. Te nieudane słowa pożegnania kończę prośbą do tronu Bożego:

Niech spocznie w pokoju wieczystym, o Panie,
Twa światłość niech mu świecić nigdy nie przestanie.
Niech wzleci z tych ziemskich padołów ciemności -
Na skrzydłach aniołów do rajskiej światłości”.

Trumnę złożono w tak zwanym "Grobowcu Zasłużonych" (fot.2 i 3)  obok nisz, w których spoczęli rodzice zmarłego. Słowa pożegnania z parafianami odchodzącego do wieczności proboszcza - rodzaj duchowego testamentu odczytał żałobny kaznodzieja, ksiądz Rogóż:

Testament duchowy - Ostatnia moja prośba do parafian:
Bądźcie stali i niewzruszeni w świętej katolickiej wierze, w niej rękojmia spokoju w życiu, nadziei przy śmierci łaski i chwały w wieczności! Żyjcie według wskazówek wiary, bo to jest jedyna droga zbawienia! Wspierajcie dzieło rozkrzewiania wiary świętej przez Dziecięctwo Jezusa i inne dzieła misyjne; nie żałujcie na ten cel ofiary. A teraz pozostańcie z Panem Bogiem! Jego święte błogosławieństwo i łaska wszechmocna niech będą z Wami:
- z Waszemi dziećmi, by w bojaźni Bożej, na chwałę Bożą, ozdobę Kościoła, pożytek Ojczyzny i pociechę Rodziców i parafian wzrastały,
- z młodzieżą, by w niewinności duszy i ciała, aż do ślubnego ołtarza wytrwały,
- z małżonkami, by sobie wiary małżeńskiej, którą ślubowali, niezachwianie dotrzymali,
- z ojcami i z matkami, by pomni surowej odpowiedzialności przed Bogiem, zawsze się starali gorliwie dziatki i czeladkę, nauką i przykładem prowadzić drogą cnoty do Boga, a chronić od zgorszenia i zepsucia,
- z sierotami i ubogimi, żeby pomni ubóstwa Jezusa Ukrzyżowanego, cierpliwie i z poddaniem się woli Bożej, krzyż swój znosili,
- z wszystkimi wreszcie, aby wierni powołaniu swemu, w łasce Bożej z tego świata zszedłszy, w niewymownej radości szczęścia wiecznego i zupełnego w Bogu i z Bogiem uczestnikami się stali.
Ostatnie moje upomnienie do parafian:
Dzieci dobrze wychowujcie i Kościołowi w prowadzeniu stowarzyszeń młodzieży rzetelnie pomagajcie, żyda do wsi nie wpuszczajcie, o śmierci i ostatnich rzeczach pamiętajcie, a za moją duszę się módlcie!

 Tablism

Tablica ku czci ks. prałata Aleksandra
Siemieńskiego w kościele parafialnym
(powiększ fot.2)

 Siemt

Tablica pamiątkowa
w grobowcu zasłużonych

(powiększ fot.3)

(Materiał opracowano między innymi na podstawie książki: "ŻAL MI TEGO LUDU Ks. Prałat Aleksander Siemieński 1851 - 1939, proboszcz w Szynwałdzie 1885 - 1939". Autorem książki jest O. Stanisław Stańczyk CSsR nasz rodak pochodzący z Szynwałdu).

   
© ALLROUNDER